Nasze prace · Tutoriale

Spódnica (miała być) w godzinę ;) – szycie z przymrużeniem oka

Lubię ubrania, które mogę szybko uszyć i od razu założyć. Nie często mam czas i cierpliwość, żeby dłubać nad jakimś ubraniem z detalami, wracając do tego samego projektu przez kilka dni czy tygodni. Ostatnio chciałam już w ogóle pobić własne rekordy szybkiego szycia. Wymyśliłam, że chcę sobie uszyć spódnicę letnią, ale że miałam bardzo mało czasu, to naprawdę pojechałam po bandzie zarówno z prostotą projektu jak i szyciem. Ale oczywiście jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy ;). Założyłam sobie, że tę spódnicę uszyję raz dwa – godzinka to maks. No i pewnie by nawet tak było, gdybym nie miała tego pośpiechu cały czas w głowie i przez to nie straciła koncentracji i nie popełniła kilku błędów, które skończyły się pruciem. No to opowiem po kolei…

Wymyśliłam sobie, że chcę mieć spódnicę z falbaną, a żeby było szybciej to na szerokiej gumie u góry- o coś takiego:

Do uszycia spódnicy potrzeba zmierzyć swoje biodra, dodać do tego jakiś zapas, żeby nie była opęta – ja dodałam 5 cm do całego obwodu. Spódnica ma szwy po bokach, więc obwód bioder dzielimy na pół – wychodzi nam długość prostokątów, z których powstanie góra spódnicy. Aha, bo tak – spódnica składa się z czterech prostokątów – już prostszego „wykroju chyba nie ma” ;). Dół spódnicy zrobiłam z dwóch prostokątów długości całej szerokości materiału (odcięłam tylko oczywiście brzegi fabryczne materiału) – nie ma reguły jakie mają być te prostokąty, to zależy jak sobie umarszczymy ten dół, więc może być większa długość, może być mniejsza; mnie zależało, żeby było jak najszybciej, więc nie chciałam już nic odmierzać tylko wzięłam szerokość tkaniny. Wymyśliłam sobie, że będzie dobrze, jak prostokąty będą miały po 40 cm (w górnym jest w tym też uwzględniony tunel na gumę). Tą szerokością prostokątów regulujemy sobie długość naszej spódnicy dowolnie.

Potem zszywamy i obrzucamy krótsze boki małych prostokątów oraz długich prostokątów. Obrzucamy też dookoła pozostałe brzegi. Jak widzisz tak się spieszyłam, że nawet już postanowiłam nie zmieniać nitki w maszynie i w owerloku i została biała, ale zmiana w maszynie mnie nie ominęła, bo nie miałam serca przeszywać podwinięcia czy tunelu na gumę białą nicią, która byłaby widoczna na prawej stronie.

Potem trzeba umarszczyć jeden brzeg tego długiego kawałka (dołu spódnicy). Żeby to zrobić ustawiamy najdłuższy ścieg na maszynie, zmniejszamy naprężenie górnej nici np. na 2 i przeszywamy dookoła bez ryglowania. Zostawiamy dłuższe końce nitek. Następnie wybieramy sobie nitki albo od prawej albo od lewej strony i pociągając za nie marszczymy sobie materiał. To bardzo ważne, żeby nie ciągnąć za różne nitki – górną i dolną (czyli tę po prawej i po lewej stronie tkaniny) tylko wybrać jedną, bo inaczej nie zmarszczymy materiału tylko nitki nam się zacisną i koniec.

Jak już trochę umarszczymy, spinamy szwy boczne górnego i  dolnego kawałka spódnicy i upinamy dół do góry tak żeby wpasować obwód tego umarszczonego dołu do góry. Oczywiście przykładamy prawą stroną do prawej ;). Ja z tego pośpiechu przyłożyłam jakoś prawą stronę do lewej, zszyłam, wyciągnęłam fastrygę od marszczenia i… zonk! Góra spódnicy była na lewo, a dół na prawo. No sporo czasu straciłam na sprucie, zmarszczenie od nowa i wszycie od nowa.

Tutaj nawet trochę na zdjęciu widać, że źle spięłam 😉

No a tak to wygląda już zszyte jak trzeba:

U góry spódnicy trzeba zrobić tunel na wciągnięcie gumy – ponieważ założyłam sobie, że będzie to szeroka guma 4 cm, tkaninę zaprasowałam na 5 cm (7mm odchodzi na zapas na szew), a następnie przeszyłam na szerokość stopki od owerlokowanego brzegu, zostawiając otwór na wciągnięcie gumy. Potem wciągnęłam gumę, zszyłam ją gęstym zygzakiem.

Potem zostało już tylko podwinąć dół – myślałam, że szybciej mi będzie zrobić to specjalną stopką do podwijania, ale nie lubię jednak tego ustrojstwa. Jeszcze w życiu nic mi się dobrze nie udało nią podwinąć, zawsze gdzieś w trakcie się ten materiał wysmyknie i potem nie wiadomo jak zrobić, żeby znowu było dobrze :(. Nie wiem, co mnie podkusiło, że tym razem myślałam, że wyjdzie, ale cóż – skończyło się pruciem. Kolejna strata czasu

W końcu spódnica powstała spódnica- wyszła taka jak miała być, ale zamiast w godzinę to prawie w dwie ;). Bardzo dobrze się nosi – ta wiskoza jest po prostu genialna! Dobrze się szyła, dobrze się układa, jest przewiewna, lejąca, mało się gniecie.

Do uszycia spódnicy użyłam:

Taki efekt końcowy:

Ty też tak masz, że jak chcesz coś zrobić szybko i oszczędzić czas to wychodzi ostatecznie dłużej? Sprawdza Ci się przysłowie, że jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy? 😉

Daj znać w komentarzach!

Ja od dzisiaj chyba zacznę myśleć bardziej w kategoriach „slow” :D.

Dużo słońca życzę!

Ewa

2 thoughts on “Spódnica (miała być) w godzinę ;) – szycie z przymrużeniem oka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *